generau i jego historie

photo

Temat: COLD WAR MOD
re Marco: dzięki przyda się

Ma ktoś jakąś dobrą mape polityczną Azji z okresu po 2 Wojnie Światowej ??? Bo takiej nie posiadam i zabardzo nie wiem co zorbić z Koreą, odrazu były 2 czy zrobić strefy okupacujne jak w niemczech ???

Zrobiłem technologie dla armii, przedstawia je poniższy screen:
Źródło: eufi.org/showthread.php?t=9248



Temat: I Szkoła Zimowa MW
[quote="Adam Danek"]
Ja pisałem o projektach tworzonych przez polskich geopolityków i myślicieli geopolitycznych - a takie projekty, jakie tu sugerujesz, nigdy tworzone przez nich nie były.

Ja zaś jedynie zaznaczam, że granice Międzymorza (co do istnienia którego jako rzeczywistej jednostki geopolitycznej mam poważne wątpliwości) należy zakreślać z uwzględnieniem faktycznych związków geograficznych i historycznych poszczególnych krajów, nie zaś jako "koalicję antyrosyjską".

Nieprawda. Ale daruję sobie szczegółową polemikę, bo wymagałaby pisania całego tekstu. Może kiedyś taki popełnię w wolnej chwili.

Ależ takie opracowanie już jest i jego autorami są Kuźniar i Szczepanik. Nie chce mi się teraz po nie sięgać i rozpisywać tutaj rok po roku historii historii inicjatyw dyplomatycznych obydwu państw, ale odpowiadały one własnie zarysowanemu przeze mnie schematowi.

Aha, "geopolityka" mówiąca, że Rosja, Chiny i Unia Pejska na pewno sprzymierzą się w przyszłości przeciw USA, bo one są "lądowe", a USA są "morskie"? W I wojnie światowej "morskie" Anglia, Francja i USA były sprzymierzone z "lądową" Rosją przeciw "lądowym" Niemcom, Austro-Węgrom i Turcji. W II wojnie światowej "morskie" Anglia i USA były sprzymierzone z "lądowymi" Związkiem Sowieckim i Chinami przeciw "lądowym" Niemcom. Na początku lat '70 "morskie" USA zawarły cichy sojusz przeciw "lądowemu" ZSRS z "lądową" ChRL. A gdzieś od 2004 r. ma podobno istnieć kolejny cichy sojusz "morskich" USA z "lądowymi" Indiami przeciw "lądowej" ChRL. To są właśnie realne zachowania podmiotów geopolitycznych nie traktowanych jak abstrakcje. I to by było na tyle, jeśli chodzi o duginizm.

Mieszasz dwie różne dyscypliny naukowe, czyli stosunki miedzynarodowe i geopolitykę.

Na tyle, na ile kojarzę coś z geopolityki, to zajmuje się ona identyfikacją regionów geograficzno-historycznych na tle których rozwijane są stosunki międzysuwerenne. Wnioskiem płynącym z geopolityki jest głównie ten, że stabilizacja danego regionu jest uwarunkowana podporządkowaniem go jednemu suwerenowi, którego władza powinna rozciagać się na cały region - tak więc na przykład region Karaibów, do którego ze wzgledów etnograficznych, klimatycznych, botanicznych, geomorfologicznych wreszcie zaliczać się moim zdaniem, powinno też Florydę, będzie rozsadnikiem niestabilności dopóty, dopóki bądź to Stany Zjednoczone nie podporządkują sobie całego archipelagu, bądź to dopóki Floryda nie zostanie od nich oderwana - to takie moje spostrzeżenie, znajdujące jednak poparcie w historii, bo od połączenia w 1819 r. pod władzą rządu waszyngtońskiego należącej do Karaibów Florydy oraz terenów makroregionu północnoamerykańskiego, region karaibski jest nieustannie zaburzany przez wieloaspektową penetrację mającego na niego dogodne wyjście rządu w Waszyngtonie.

Płynie też stąd kolejny wniosek, mianowicie, że najzajadlejsza rywalizacja będzie się zawsze odbywać nie pomiedzy ośrodkami władzy z różnych regionów, lecz pomiedzy ośrodkami konkurującymi o panowanie nad tym samym regionem. W tym ostatnim przypadku, mogą one uciekać się do pomocy ośrodka spoza swego regionu.

Geopolityka mówi nam więc tyle, że Półwysep Europejski nie ma wyrażnej wschodniej granicy, jest geograficznie sfragmentaryzowany, zarazem stanowi jeden makroregion geopolityczny, co oczywiście determinuje w określony sposób cele i wektory polityki zagranicznej poszczególnych państw europejskich, jednak oznacza nie tyle, że nie będą one walczyć ze sobą występując jako jeden podmiot przeciw ingerencji podmiotów "morskich", lecz że rywalizują o to samo "pożywienie", którym dla państwa - jak zauważyli to Ratzel i Kjellen - jest przestrzeń.

Czyli niemal wszystkie sojusze, które wymieniasz, da się wyjaśnić rywalizacją kilku podmiotów o zdominowanie tego samego regionu - w przypadku Rosji i ChRL byłby to podział regionu Azji Północno-Wschodniej, gdzieś pomiędzy Górami Jabłonowymi a morzami Żółtym i Japońskim pomiedzy trzy różne ośrodki władzy, czyli Rosję, Chiny i Mongolię, co już od XVII wieku powoduje i - moim zdaniem będzie powodować także w przyszłości - permanentne napięcie pomiędzy tymi państwami. Po prostu granice wymagają tam odpowiedniej korekty, czyli albo podporządkowania Mongoli i Mandzurii Moskwie, albo oderwania od Rosji Kraju Nadmorskiego i podporządkowania go Chinom, jak było to w latach 1689-1860 (gdy na Dalekim Wschodzie panował pokój, zaś poszczególne ośrodki stosowały "polityke nieingerencji").

Z kolei przypadek Indii wyjaśniałbym problemem Pakistanu - państwa szucznego pod każdym względem, łączącego w swych granicach ziemie stanowiące geopolityczna jedność z Afganistanem, Indiami lub Iranem (wschodni Makran). Dopóki spajany wyłącznie przez armię i część rodów zamzidarów Pakistan nie zniknie z mapy, zaś jego terytorium nie zostanie wcielone do Indii, Afganistanu lub Iranu, dopóty będzie istnieć możliwość geopolitycznej penetracji ladowego w swej naturze makroregionu subkontynentu indyjskiego przez ośrodki zewnętrzne, jak Chiny, USA, kiedyś UK. O ile więc na gruncie stosunków międzynarodowych lub politologii przyczyn niestabilności Azji Południowej dopatrywać by się należało w Afganistanie, Kaszmirze czy wymyślanych przez róznych pseudonaukowców anglosaskich "osiach zła", "półksiężycach niestabilności", "eurazjatyckich Bałkanach" etc., o tyle geopolityka wskazuje na Pakistan.

Oho, stąd już blisko do "konserwatyzmu tanich win", czy jak to się tam zwało. Defetyzm precz. Czas nie jest heglowsko-kojeve'owską linią, lecz kołem. Nawet jeśli powstanie takie "państwo światowe" z nowym "kościołem uniwersalnym", to tylko po to, by się znów rozpaść (polecam Arnolda Toynbee'ego), otwierając epokę nowych możliwości.

Hmmm...czas kołowy ? Czy to aby nie jest niekatolickie

:nie: Chyba żartujesz. Rzeczpospolita swego czasu była pierwszym państwem w Europie, nie ustępującym Francji czy Anglii pod żadnym względem (poza degenerującym się konsekwentnie systemem politycznym), a pod niejednym je przewyższającym. Natomiast jej upadek i rozbiory były wydarzeniem bez precedensu, rozsadzającym podstawy dotychczas obowiązującego ładu międzynarodowego. "Peryferie", też mi coś.


Chodziło mi o strukturę gospodarki i cywilizacji europejskiej. Na zachód od Łaby, od XVI a może i od XV wieku (np. sukiennictwo angielskie) rozwijało się rzemiosło, system nakładczy, dokonywano wynalazków, tymczasem w Europie Środkowej, a jeszcze bardziej w Europie Wschodniej, rozwijał się folwark szlachecki lub wielki majątek ziemski. Rzeczypospolita eksportowała w XVI wieku głównie zboże, drewno, woły, gdy w tym czasie Niderlandy na przykład wyposażenie statków, tkaniny etc.
Źródło: xportal.pl/viewtopic.php?t=1812