generau i jego historie

photo

Temat: Wegetarianki/wegetarianie
Dot.: Wegetarianki/wegetarianie
  Cytat:
Napisane przez tatty (Wiadomość 16092601) mimo wszystko nie jest do końca dobra.
ja bym miała piekielnie spore wyrzuty sumienia, gdybym zadecydowała o eutanazji bądź jej dokonała. bo przecież nie polega ona tylko na ulżeniu cierpienia. o ile nie jestem prze ortodoksyjną chrześcijanką z jednym się zgadzam - nie zabijaj. niezależnie od pobudek, powodów i środków :)

a co do stawiania na równi - nie, nie stawiam :)
widzę różnicę pomiędzy rzezią a eutanazją, lecz uważam, że oba te czyny są po prostu złe.
Rozumiem cię, ale przeżyłam miesiąc temu bardzo śmierć mojej kotki i wiele mogę na ten temat powiedzieć. Miała nowotwór jelita, nieoperacyjny. Koty jako drapieżniki mają krótki przewód pokarmowy, nawet gdyby wyciąć, nie byłoby czego z czym połączyć, bo guz był bardzo duży. To nie daje od razu zwracających uwagę objawów, a kot w dodatku nie ujawnia swoich kłopotów, widać to dopiero, jak choroba jest już bardzo zaawansowana. Gdy zauważyliśmy, że chce jeść a nie może, wymiotuje i ma krwawe stolce (to wszystko stało sie bardzo szybko), weterynarz otworzył jej brzuszek i rozwiał wszelkie nasze złudzenia. Błagaliśmy o pomoc dla niej i wtedy powiedział, że może ją zaszyć i wybudzić ale pozostanie nam tylko patrzenie jak umiera z głodu. Zgodziliśmy się na zastrzyk usypiający i tylko to mogliśmy dla niej zrobić. Ale to było tak naprawdę bardzo dużo, to był wielki akt miłości i miłosierdzia. I dla porównania - bywałam w szpitalu, w którym umierała beznadziejnie chora na raka kobieta. Jęczała i krzyczała trzy tygodnie, tyle trwała agonia. Miała silne serce, ale gdy słabło lekarze i pielegniarki robili wszystko, aby przywrócić jej funkcje życiowe, aby ratować jej życie, na które i tak nie miała już żadnych szans. Do dzisiaj personel medyczny ze zgrozą wspomina te chwile. Śmierć była dla tej kobiety najlepszą przyjaciółką. Życie i smierć to dwie strony tego samego medalu, szacunek do życia musi też oznaczać szacunek dla śmierci. Nie traktowania jej jak wroga. więc myślę, że weterynarz w naturalny sposób leczy, ale i zadaje smierć, gdy musi. Także w przypadku dzikiego zwierzęcia, które np. doznało takiego uszczerbku na zdrowiu, że nie byłoby zdolne do życia na wolności, do której już dawno nawykło. Zawsze pamiętam w chwili cierpienia mojego pupila, że ważna jest jakość życia, a nie jego długość. To strasznie delikatna sprawa.

Źródło: wizaz.pl/forum/showthread.php?t=82368



Temat: Jak to w końcu jest ze szczepieniem na wściekliznę?
Niebezpieczeństwo szczepień na wściekliznę i białaczkę nie wynika z obciążenia organizmu, a raczej z podwyższonej w stosunku do wszystkich innych szczepień możliwości wywołania przez te dwie szczepionki mięsaka poszczepiennego. Dlatego właśnie te konkretne szczepionki podawane się w kończynę (zauważyliście to, prawda?) - w przypadku rozwinięcia się nowotworu łapka zostaje amputowana, ale udaje się ocalić kotka. Brzmi przerażająco? Dlatego nie szczepię kotek przeciwko wściekliźnie. Do ogrodu mamy wolierkę, do której nie przedostanie się obce zarażone zwierzę, więc myślę, że ryzyko wscieklizny w naszym przypadku niemalże nie istnieje i większym zagrożeniem byłby mięsak.

To oczywiście nie znaczy, ze takie przypadki są nagminne - myślę, że w skali całej zaszczepionej populacji kotów jest ich stosunkowo niewiele. Mimo to - ryzyka nie podejmę.

Z artykułu napisanego przez lek. wet. Jarosława Balceraka, specjalistę chirurgii weterynaryjnej:

"Mogą również powstawać tzw. "mięsaki poszczepienne" w postaci guza. To powikłanie obserwuje się przede wszystkim u kotów.
Pierwsze doniesienia o związku pomiędzy szczepieniem przeciwko wściekliźnie i późniejszym powstaniem mięsaka u kotów pojawiły się w 1991 roku. Większość badań i opracowań opiera się na obserwacjach przeprowadzonych w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Publikowane są również informacje wynikające ze statystyk zachorowań w Polsce.
Już wcześniej u ludzi stwierdzano związek między powstawaniem nowotworu a miejscem, gdzie toczy się stan zapalny (metalowe implanty czy ceramiczne protezy stawu biodrowego zawierające związki glinu), co prowadziło do rozwoju mięsaków tkanek miękkich.
Obraz kliniczny mięsaków poszczepiennych to twory odgraniczone od otaczających tkanek, występujące w miejscach, w których wykonuje się rutynowo iniekcje podskórne (szyja i okolica międzyłopatkowa w części grzbietowej, okolica krzyżowa czy grzbietowo-boczna okolica klatki piersiowej). Są to guzy rosnące dość szybko, agresywnie, ale przerzuty do innych narządów stwierdza się rzadko, w 12-24% przypadków.
W badaniu mikroskopowym widoczny jest naciek zapalny z makrocytami (komórkami żernymi), w których wnętrzu obserwuje się adjuwant (substancja zawarta w szczepionce, wzmacniająca odpowiedź immunologiczną na podany antygen). Nasuwa się więc podejrzenie, że przyczyną powstawania guzów poszczepiennych mogą być szczepionki przeciwko wściekliźnie i białaczce zawierające wodorotlenek glinu oraz fosforan glinu(obecnie dostępne są w lecznicach szczepionki przeciwko białaczce kotów bez tych adjuwantów)
Podstawą leczenia jest interwencja chirurgiczna. Każde zgrubienie poszczepienne utrzymujące się dłużej niż trzy miesiące powinno być usuwane. Można wcześniej wykonać badanie histopatologiczne po pobraniu tkanek zmienionych za pomocą biopsji.
Guz należy usunąć z szerokim marginesem tkanek zdrowych.
Ponieważ szczepienia wykonujemy w okolicach grzbietowych szyi, klatki piersiowej czy kręgosłupa lędźwiowego, guzy w tych miejscach są bardzo trudne do usunięcia. Można to zmienić, podając szczepionki w miejscach, w których łatwiej wykryć guz oraz przeprowadzić ewentualną interwencję chirurgiczną - są to obwodowe części kończyn miednicznych (podudzie). Iniekcje należy wykonywać ściśle podskórnie, żeby wykryć zmiany patologiczne we wczesnej fazie.
Lekarz powinien zalecić opiekunowi kota obserwację miejsca, w którym wykonano szczepienie, oraz zapisać jego lokalizację w kartotece zwierzęcia i książeczce szczepień (np. lewa kończyna miedniczna - podudzie - białaczka).
Tego rodzaju powikłania po szczepieniu przeciw białaczce czy wściekliźnie występują bardzo rzadko (od 1 do 13 przypadków na 10 000 szczepionych kotów).
W lecznicach, w których pracuję , w latach 2002-2004 szczepiono rocznie przeciwko wściekliźnie średnio 245 kotów. Zmiany rozrostowe poszczepienne stwierdzono tylko u 4 pacjentów. Ale u tych kotów wykonywano szczepienie wścieklizny przed rokiem 2002.
Pojawia się pytanie, czy szczepić koty, wiedząc, że ten zabieg może wywołać chorobę nowotworową?
Porównanie danych o liczbie nowotworów poszczepiennych z danymi o narażeniu kotów na zachorowanie na wściekliznę wyraźnie wskazuje, że ryzyko choroby poszczepiennej jest minimalne w stosunku do możliwości zachorowania na wściekliznę. Bardzo znikome jest również ryzyko wystąpienia takich zmian po szczepieniu białaczki. Można je jeszcze ograniczyć, szczepiąc przeciwko białaczce koty z grupy zwiększonego ryzyka zachorowań.
Opiekunowie kotów powinni być poinformowani o ryzyku wystąpienia powikłań poszczepiennych (zmian rozrostowych w miejscu szczepienia). Pozwoli to na wczesne wykrycie zmian i ich prawidłowe wczesne leczenie. "
Źródło: forum.agiliscattus.pl/viewtopic.php?t=276


Temat: Maniutek dostał nową szansę w domku stałym u majqi!!!
Dzień wczorajszy to był dla mnie Meksyk. Na stacji byłam po 13tej. Pracownik pomógł mi zlokalizować sunię (sądził, że to pies :roll:). Siedziała w krzakach za stacją. Przybiegła, a jak zobaczyłam jej brzuchol to...cóż...sunię za frak, tel. do doktora (tego dnia przyjmował poza Łodzią), eksport suni do mojej mamy, wyjazd do Łodzi odsikać moje sunie, powrót po małą, do doktora i znów kierunek Łódź. :-(
W domu dogrywka bonanzy. Robocze imię suni Mania (nie miałam weny). Mania chce ukatrupić moją sunię (mix asta z innym bullkiem). Druga sunia nie podchodzi. Koty OK. Ja z klapką na muchy i dołkiem jak ta lala staram się towarzystwo ogarnąć.

Mania została wykąpana, wyczesana i wytrymowana (spokojnie mogę wypchać poduszkę). Spała na fotelu jak zarżnięta. Nie nabrudziła.
Kąpiel katastrofa, szła w powietrzu byle z wanny. O zgrozo, po wytarciu, w panice ucieczki nie dostrzegła, że już ma drzwi otwarte więc postanowiła uciekać przez wyjęty wywietrznik (wyjęty, bo wchodzą nim koty by się dostać do kuwety w łazience). Oczywiście zaklinowała się na całego w drzwiach. Pot mi się po pupie lał ze stresu ale nic się nie stało.
Żeby dziś nie doszło do katastrofy, zapakowałam małą cholerę i w drodze do pracy zostawiłam ją u mamy (zabiorę wracając). Mam tam małe mieszkanko (jedno pomieszczenie) z odrębnym wejściem. Byłam w nim z nieżyjącym rottkiem Amorem. Do dziś miałam w drzwiach ocieplenie. :-( Już nie mam (właśnie dostałam cynk od mamy).
Mania się postarała.

Mama spróbowała wyprowadzić Manię na kupkę. tylko spróbowała, bo Mania myknęła jej między nogami i...OK.1h mama, bliska eksplozji, zasuwała za Manią po działce, przy harmidrze i szczeku naszych psów. Podstępem, po wielu próbach, zwabiła Manię. Bała się ją dorwać na siłę, bo sunia ostrzegawczo szczekała (mogłaby uciąć ze strachu).

Nie wiem, jak sobie poradzę dziś, bo zostaję sama z 5tką zwierząt (mąż na wyjeździe). :roll:

Dla astki mam luminal, bo sądziłam, że problem będzie po jej stronie ale kto wie, czy ja bardziej go nie potrzebuję.

Hm...najogólniej mówiąc, muszę zadbać by Mania nie upolowała astki Joli, Fira odpuściła kotom (bo nie wiedzieć czemu, od wczoraj na nie poluje), koty żeby przestały wariować, bo też weszły na obroty. Muszę dopilnować, by Jola się nie uszkodziła, bo z emocji, kręcąc piruety wyrżnęła o futrynę i obtarła na max łuk brwiowy, z zemsty z kolei, że wyjeżdżam po Manię, zeżarła wczoraj cały narożnik ściany.
Tyle sytuacja...

Mania:
Sunia mini, stawy bioderek podeformowane. Typ - speedy gonzales, choć w mieszkaniu okupuje fotel lub miejsce pod nim więc luz.
Wiek - ok.6-7 lat. Nadłamany nieszkodliwie kiełek. Oczka, uszka i "takie tam"...OK.

W pn. natomiast operacja - duża przepuklina (o ile pamiętam doktor określił ją jako miedniczną i guz u dołu listwy, po prawej stronie).
Do pn. to i ja chyba przejdę operację psychiki. Nie wiem, co dalej, bo sądziła, że zostawię ją w moim mieszkanku u mamy (tam są tylko 3 stopnie, w Łodzi 3cie piętro) ale skoro ona tak popyla, to wykiwa mamę w przedbiegach.

Aha...Mania jest zmotoryzowna. W aucie bajka nie pies byle na kolanach. Hm...jeżdżę więc wolno, chwilami kierując jednorącz. Pewno, że mogłabym ją wtrynić na upartego w bagażnik ale nie chcę by od balansowania bolała ją nóżka po stronie przepukliny i brzuszek, a że bolą to już wiem.

Przepraszam za chaos myślowy ale próbuję sobie wmówić, że będzie dobrze.
Jeśli z domu nie napiszę, to wiadomo, co robię, czuwam.
O fotki postaram się w sb. jak wróci mąż (chyba, że cudem zrobię je sama). Ciężko jest zrobić zdjęcie psu, który nie oddala się na centymetr.
Źródło: dogomania.pl/showthread.php?t=120342