generau i jego historie

photo

Temat: The Code/Thick as Thieves (2009) [Rapidshare]
Thick As Thieves / The Code + Napisy PL
Spoiler
http://www.otofotki.pl/img6/obrazki/dy5210_codeeeeeeeeee.jpg


Doświadczony złodziej werbuje młodego bandziora,
by mu pomóc w ostatnim zadaniu,
aby mógł spłacić dług u rosyjskiej mafii.
Mitchell gra osobę, której romantyczny związek ze złodziejem (Banderas),
może stanąć pomiędzy nim a jego partnerem w zbrodni,
jej ojcem chrzestnym (Freeman).


Obsada:
Antonio Banderas
Robert Forster
Morgan Freeman
Radha Mitchell

Źródło: nedds.pl/index.php?showtopic=163476



Temat: RATUSZOWA
" />Bar/Restauracja/Pizzeria Ratuszowa znajduje się na rynku.

Nie wiem jak dokładnie określić Ratuszową - dlatego dla ułatwienia dalej będę nazywał ją barem (przynajmniej na mnie sprawia takie wrażenie - choć karta dań jest całkiem pokaźna)

W piwnicy znajduje się całkiem sporych rozmiarów lokal, który łączy sacrum i profanum.
Z jednej strony jest bardzo sympatycznie, przytulnie, miło. Stare, odremontowane mury, różne historyczne napisy i malowidła, w okienkach witraże. Do tego eleganckie, drewniane stoły. I tu ciekawe i praktyczne rozwiązanie. Każdy stół posiada swóją lampę, żyrandol - który można oczywiście włączyć - gdy człowiek chce coś poczytać, bądź popatrzeć w oczy swojemu rozmówcy, lub wyłączyć by stworzyć romantyczny, tajemniczy nastrój.
Uważam, że klimat tego miejsca jest genialny.
Bar niestety posiada też swoje wady - nieco na siłe pomysłem wydaje mi się fakt umieszczenia w jednym z pomieszczeń niewielkiej dyskotekowej kuli, oraz źródła światła z obrotowymi filtrami! Ogólne wrażenia mąci nieco namalowany obrazek włoskiego szefa kuchni który przygotowuje pizze - zbyt tandetne to jak dla takiego miejsca.

Nie pamiętam muzyki - czyli albo nie leciała w ogólę (czyżby bar którego tak poszukuję!), albo leciała cicha i nijaka.

Ceny bardziej niż porażające - lany Lech i Tyskie po 4,00zł!! A butelkowy Pilsner - 4,50!! Próżne nadzieje, zbędny trud - znaleźć takie ceny we Wrocławiu.
O jakości serwowanych dań (których ceny też były rewelacyjne) niestety się nie wypowiem, ale może inni będą mieli więcej do powiedzenia - Łukasz liczę na Ciebie:)

Podsumowując, gdyby takie miejsce było we Wrocławiu na pewno często bym do niego zaglądał.
Ocena to tylko 4, spowodowane tym kiczem o którym wspomniałem.
Zdjęcia w najbliższym czasie.
Źródło: pubtrotter.org/viewtopic.php?t=51


Temat: [ Z ] Skowronek Ravenclawu

jak zobaczyłem trzeci obrazek, to coś na skraju pamięci się poruszyło... przy czwartym podeszło bliżej, a przy piątym przypomniałem sobie i zostałem zabity! W końcu jakby nie patrzeć, to na obrazkach pojawia się Voldemop jak malowany!!
Tylko mu gdzieś dolną część czyszczącą wcięło... może filch zabrał do renowacji?

Bez obrazy Bastet, ale Robin by przede wszystkim narysowała to swoim magicznym rysikiem i można by w nieskończoność (albo i skończoność zaklęcia) oglądać jak Zły i Jeszcze Gorszy Mop dostaje po swojej niby-głowie ; )

mały akcent, a jaki efekt? Znów się granicami ciągów nie zajmuję, tylko pewną Krukonką i jej otoczeniem... a mówią, że komputer do nauki służy - w takim razie ja osiemnastą poprawkę z czytania zdaję aktualnie

pozdrawiam
I więcej takich! Może ktoś by się pokusił na karykaturę, która była wystarczająco dobra, by za nią nie karać?
.owca

hym, a teraz w ramach naprawiania skutków sklerozy i efektów czytania o 4 rano, kiedy komentarze przypominają "sen wariata śniony nieprzytomnie", więc albo się ich nie pisze, albo potem rumieni i edytuje/zgłasza do kasacji, napiszę właściwy
KOMENTARZ
Począwszy na tytule, a skończywszy na przedostatnim akapicie wszystko jest świetne! Wiem, sporo osób już to pisało, ale skoro taka jest prawda, to jakże pisać coś innego? Uniknęłaś zanudzania czytelników, w momencie kiedy trzeba było lepić i wzmacniać fabułę - prawdę mówiąc nie przypominam sobie już, które miejsce miało być grozić nudą, co świadczy o tym, że tylko groziło z daleka - i na groźbach się skończyło.
Robin polubiłem bardzo, zaczynając od imienia, które nieodmiennie kojarzy mi się z bandytą w rajtuzach, a które to pasuje o niebo lepiej od wszelkich Jessic, Izodor i innych tworów wyobraźni autorek, kiedy przychodzi do nazywania bohaterów, poprzez naturalne wprowadzenie w kanon, bez nagłych przyjazdów z starożytnych dworków pod Warszawą, w szóstej klasie, a zakończywszy na innym "niezwyczajnym" charakterze tej postaci - ot taki ciut-absurd się utworzył w ff, że zwyczajnym jest rozrabiaka, huncwot, uczeń zbrojny w cztery przepowiednie, dwie różdżki z piórem bazyliszka i umiejętność wpadania w niewyobrażalne tarapaty podczas jedzenia owsianki, więc z przyjemnością powitałem Robin, która początkowo nie miała na koncie żadnego szlabanu, uważała Filcha za miłego, rozgoryczonego staruszka i ogólnie rzecz biorąc była "do polubienia", co też niezwłocznie uczyniłem (-:
Następną rzeczą in plus jest swoiste łatanie kanonu - o Krukonach nie wiadomo wiele, a to co wiadomo nie musi być koniecznie miarodajne (Cho & Marietta), a tutaj mamy okazję poznać Krukonów od innej strony, dowiedzieć się o Mariettcie czegoś więcej, niż tylko tego, że jest niedobra bo wsypała DA (o czym w sumie nie wspominałaś, ale nie pamiętam, czy w skowronku tego przypadkiem nie ma, więc się wstrzymam od narzekania - chwilowo), zobaczyć jak wygląda ich pokój wspólny (kruki!!) i tak dalej. Wszystko jest opisane w taki sposób, że już po chwili stolik w kącie, przy białym kruku jest równie znajomy, co trzy wyświechtane fotele przy kominku, w wieży Gryffindoru.
To jak Robin się zmienia podczas opowiadania także jest świetnie napisane - nie ma jakiegoś skoku, zwrotu akcji, podczas którego czytelnik wypada i obija sobie cztery litery, a jak już nasz skowronek napsoci z animagią, to zamiast hardego radzenia sobie samemu, jak na chociaż trochę rozsądną osobę, szuka pomocy u tych, co się na rzeczy znają, a nie tylko u odpowiedników panny z burzą włosów na głowie oraz połową biblioteki w głowie.
Rozklejenie się w guziczki mistrza eliksirów było genialne!
Fajnie opisany jest wątek z Willem, bez egzaltacji, harlekinowych podchodów, a koniec końców dociskania kogoś do ściany w szale uczuć równie mrocznych co pięknych i romantycznych blablabla. Ot, tak sobie, cały jeden pocałunek na całe opowiadanie. Bardzo fajna była scenka w bibliotece, w dziale nienaukowe - aż czułem zapach starych książek i widziałem charakterystyczny poblask świec na ścianie - potrafisz Ty na wyobraźnie działać, oj potrafisz
Opcja po-hogwarckiej akademii sztuk pięknych en France też mi się podobała (hym, zadziwiające, jak na razie to wszystko się podobało), tak samo jak idea namalowania testrala - pomysł świetny (i kruk!).
Co by tu jeszcze... może coś o stylu, bo wszyscy o nim piszą, to ja też - styl lekki, przyjemny i niezauważalny, tzn. czytało mi się przyjemnie, a błędów nie zauważyłem, co akurat nikogo dziwić nie powinno, moim skromnym (!) zdaniem, to "Skowronek ..." winien być nazywany kołysanką, nie kołysanka o muzyce, bo to opowiadanie jest takie... sielankowe, czego przeciwieństwem jest kołysanka wywołująca efekt podobny do młota pneumatycznego w ludzkiej psychice.
Ale ileż można chwalić? (długo, oj długo) Czas napisać coś mniej pochlebnego - ostatni akapit. Przyrównanie do epilogu może być nadto brutalne, ale nadal zakończenie plasuje się w czołówce kompletnie (pozor, inwektywa!) spieprzonych, poprawnie napisanych zakończeń. Kawalątek tekstu, długości przeciętnego komentarza napisanego na chybcika, w którym, za przeproszeniem twoim, naćpałaś tyle treści, że człowiek odnosi wrażenie, że słyszałaś kroki przysłowiowej rodzicielki która idzie sprawdzić czemu ta pociecha nie śpi o drugiej w nocy i koniecznie chciałaś zakończyć opowiadanie, zanim jeszcze otworzy drzwi. Słowo koniec, w połączeniu z tym ostatnim akapitem daje, jakże zaskakujący po sielankowym nastroju, efekt przyrąbania siekierą. (nie będę wspominał, że takich opowiadań zwyczajnie się nie kończy; żal czytelnika Dobrej Autorce)
Jednakże nieprzyjemne wrażenia bezzwłocznie zmywane są przez dwa linki prowadzące dalej, więc... mogło być gorzej (bez tych linków, ojj ciężko by było).
Zastanawiałem się co by tutaj jeszcze napisać i okazało się, że prócz bety pochwalenia nic nie zostało do zrobienia, toteż
pozdrawiam
i *kwik* jeszcze raz radośnie kwikam widząc lorda Voldemopa
.owca
Źródło: forum.mirriel.net/viewtopic.php?t=3263