generau i jego historie

photo

Temat: rosyjski rock
Farlanders
A ja gorąco polecam rosyjski zespolik którego płytka wpadła mi w ręce kilka
tygodni temu - nazywają się "Farlanders" a album który poznałem nazywa się
zaskakująco "The Farlander". Ogólnie mówiąc bardzo mocno inspirowany blisko-
wschodnio-rosyjskimi klimatami art-rock, ale z wieloma ciekawymi pomysłami,
czasem pojawiają się ludowe rosyjskie przyspiewki, czasem robi się mocno
rockowo, ale płyta tak bogata w pomysły że pomimo 60 minut długości nie
przysypia się, zarazem trudno opisać ogólny klimat nie zagłębiając się w
szczegóły. Ktoś to określił jako rosysjkie Mostly Autumn czy rosyjska odmiana
Quidam, jednak IMO brzmią zupełnie inaczej. Specjalnie trudna to muzyka nie
jest, po 3-4 przesłuchaniach już łapie się większośc, najczęsciej bardzo
ładnych, melodii. W każdym razie warte sprawdzenia - polecam przynajmniej "The
Farlander'a" bo innych płyt tego zespołu jeszcze nie było mi dane poznac.
Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,78,5551597,5551597,rosyjski_rock.html



Temat: biesiadna muzyka rosyjska
biesiadna muzyka rosyjska
czy może ktoś mi polecić nagrania z "biesiadną" muzyką rosyjską?

Jeśli ktoś słyszał np. kawałek "To life" ze "Skrzypka na dachu" to zrozumie o jakiej muzyce piszę... To jest właściwie muzyka rosyjsko-żydowska.

Ale chodzi o ten niepowtarzalny klimat: męski chór, wódeczka i ludowe przyśpiewki..... )))


Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,12252,32672856,32672856,biesiadna_muzyka_rosyjska.html


Temat: Coś dla ducha ...
Tak mi się jakoś sam enter włączył, Kłobuk jeki czy cóś...

13 rodzin z Polski, Białorusi, Litwy, Rosji i Niemiec rywalizowało w Dobrym
Mieście w XV Międzynarodowych Spotkaniach Rodzin Muzykujących. Festiwal trwał
trzy dni. Koncerty prowadził Krzysztof Daukszewicz, potencjalny uczestnik
następnych spotkań...

- Moi dwaj synowie dobrze śpiewają, jeden gra na gitarze. Gdybym się zaparł, też
przyjechałbym z rodziną - zapewniał jak najbardziej poważnie.

W Dobrym Mieście były przyśpiewki ludowe i weselne, poetyckie ballady (piękny
występ rodziny Doniec z Rosji), muzyka popularna i ta własnej kompozycji.

- O doborze zespołów decyduje repertuar: nie chcemy, żeby był monotonny - mówi
Beata Harań, dyrektor dobromiejskiego Centrum Kultury.

Równorzędne nagrody im. Stanisława Steczkowskiego otrzymały rodziny: Maceluchów
z Ukrainy i Kozaków z Białorusi; nagrodę im. Andrzeja Śleszyńskiego zdobyła
rodzina Wawrzyniaków ze Zduńskiej Woli. Rodzina Gębickich otrzymała nagrodę
specjalną Warmińskiego Związku Gmin. Publiczność nagrodziła rodzinę Wawrzyniaków
i gości z Kaliningradu - Olega i Eugenię Doniec.

Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,38446,45205557,45205557,Cos_dla_ducha_.html


Temat: We wtorek radni Zielonej Góry dyskutują o reakt...
Gość portalu: myslacy_idiota napisał(a):

> Zgadzam sie. A kto nie chce sluchac moze wlaczyc inny kanal. Nawet mocherowcy
> przyjda posluchac :) - nostalgia. Oni wtedy sluchali to z przyjemnoscia i
> bili brawa ;)

A ja tez sie z Toba zgadzam.

Wprawdzie jestem moherem, lewicy nie znosze, jak i zdaje sobie przeciez sprawe
z tego ze pomysl odgrzania tego ruskiego festiwalu to element kampanii
wyborczej lewicy.... to jednak jestem w stanie moje ideologiczne przekonania
odsunac na bok kiedy chodzi do spraw wymiany kulturalnej. Pod warunkiem
oczywiscie ze Ruski nie beda sie domagac uznania teranu amphiteatru jako
exterytorialnej bazy rosyjskiej ;)

Osobiscie nie lubie sluchac siedemsetnej wersji Kalinki czy Babuszki, osobiscie
wole metal, uznaje jednak ze sa tacy co lubia ruskie ludowe przyspiewki wiec
czemu nie? A w zamian festiwal piosenki polskiej w Rosji, czy nie bylaby to
frajda chociazby dla tamtejszej Polonii?

Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,73,50850227,50850227,We_wtorek_radni_Zielonej_Gory_dyskutuja_o_reakt_.html


Temat: UPC w Opolu leci se w ch$%^$
A ja żądam kanału ROSJA i HISTORIA.
Swoją drogą skoro są już kanały religijne to moze TVP przestałaby
nadawać ziarenka, wiesci dziwnej treści z Watykanu i inne
propagandowe programy religijne. Jak JPII umarł to na wszytkich
kanałach leciała relacja z pogrzebu tylko Trwam dawało program
folklorystyczny (jakieś przyśpiewki ludowe).
Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,65,70834825,70834825,UPC_w_Opolu_leci_se_w_ch_.html


Temat: -- wlod, 1973/4 (poprawka)


Napisalo mi sie z pamieci:

| Tak, tak, panie dziejku, drzewiej to bywalo, oj...
| Da byli liudi w eti vriemia.

Po czym znalazlem:

http://www.fplib.ru/literature/19c entury/pushkin25.html

Nastepnie, majac wybor:

[English] [Russian TRANS | KOI8 | ALT | WIN | MAC | ISO5]

Wybralem  KOI8


ze Evgienij byl nedzny, to fakt, glupstwo.
Ale skojarzenie go z "Borodino" bylo nieprzytomne,
nadranne (cos mi sie przywidzialo, ze umierajacy
"diadia samyx ciestnyx pravil" je opowiedzial).
Zwrocil mi przyjaznie uwage na blad  MJ, i podal
link do tego klasyka literatury rosyjskiej, Lermontowa:

http://www.litera.ru/stixiya/authors/lermontov/skazhi-ka-dyadya.html

Lermontow (nowoczesnie?) przy powtorzeniach dokonywal
lekkich wariacji (jak pozniej Jesienin; jak zawsze
w ludowych przyspiewkach i przy okazji improwizacji;
zapomina czesto o tym ogol popopopoetow):

    ...
    Nie byd' na to (h/g)ospodnia volia
    Nie otdali b Moskvy!
    ...
    ...
    Kogda b na to nie boża volia
    Nie otdali b Moskvy!

Ciekawe jest napiecie emocjonalne tego utworu.
mlody prosi starego o opowiedzenie o dniach
chwaly, o zwyciestwie. Staruszka boli oddanie
Moskwy, a w jego ustach jest nie chwala lecz
determinacja w nieszczesciu. Czy wojna i wielkie
zdarzenia wydobywaja te determinacje bardziej
niz nieszczescia osobiste? Bez watpienia!
Jest w nas, w ludziach, ten atawistyczny instynkt
stada, gurujacy bez dyskusji nad intelektem.
Moznaby o tym bez konca.

Wiecej utworow Lermontowa mozna oczywiscie
znalezc pod adresem:

  http://www.litera.ru/stixiya/authors/lermontov.html

Pozdrawiam,

    Wlodek


Źródło: topranking.pl/1510/wlod,1973,4,poprawka.php


Temat: Łukaszenka czy Łukaszenko?
jacklosi napisał:

> Może to nie będzie popularne, co napiszę, ale tak naprawdę to naród
(wspaniały)
>
> białoruski (i ukraiński zresztą też) powołał do życia Stalin, tworząc
oddzielne
>
> republiki radzieckie i zapisując je w dodatku do ONZ-tu (nie każdy być może
> wie, że członkami ONZ były odrębnie ZSRR oraz Ukraińska SRR i Białoruska SRR,
> jako jedyne z republik).

O! Będzie mała awanturka. Twój post, to dalekosieżny wpływ Stalina, niestety.
Szewczenko się w grobie przewraca, że nie wspomnę o Chmielnickim. Tak naprawdę,
to Stalin zniszczył język białoruski. Ukraiński sie obronił, mam wrażenie.

wiem.onet.pl/wiem/0139f9.html
>Białorusini czują się w większości, czy to nam się
> podoba czy nie, takimi samymi dobrymi Rosjanami, jak ci co mieszkają w
> Riazaniu, Moskwie czy Petersburgu.

W czasach, gdy ja tam bywałam (jakieś 10 lat temu), to czuli się lepszymi
Rosjanami, ze względu na lepszy niz w Rosji poziom życia.


> Trudno mi zatem uwierzyć, że Białoruś i białoruski przetrwają. Chyba nie jest
> dobrym sposobem na to traktowanie całego kraju jak skansenu, w którym wszyscy
> mają się uczyć ludowych przyśpiewek.

Dlaczego białoruski kojarzy ci sie tylko z przyśpiewkami?

>Utrzymywanie szkół białoruskich, do
> których uczęszcza 5% populacji, kosztuje, a tego kraju po prostu nie stać na
> taki luksus.

A jaki jest Twój pogląd na utrzymywanie na Białorusi szkół polskich?

> Zastanowiłbym się tylko, czy jest to dla nas powód do boleści. Dlaczego nie
> mamy mieć za sąsiadów przyjaźnie nastawionych Rosjan?
> JK

Dobrze by było, tylko najpierw trzeba by było ich wyłowić wpośród innych,
później osiedlić po sąsiedzku. Czyżbyś uważał, że białoruskość i ukraińskość
wykluczały przyjazne nastawienie do nas?

Pozdrawiam. Ala
Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,374,9764424,9764424,Lukaszenka_czy_Lukaszenko_.html


Temat: Jeden patron - dwie ulice:)
Jeden patron - dwie ulice:)
Na moim Bródnie jest taka oto ciekawostka:

Jeden człowiek ma dwie ulice noszące jego imie. Ludwik Kondratowicz vel
Władysław Syrokomla. Ulice Kondratowicza i Syrokomli zlokalizowane sa na
jednym osiedlu, i w sumie blisko siebie.....

Za Wikipedią:

"Władysław Syrokomla to pseudonim literacki Ludwika Władysława Franciszka
Kondratowicza herbu Syrokomla (ur. 29 września 1823 w Smolhowie na Białorusi,
zm. 15 września 1862 w Wilnie), polski poeta i tłumacz.

Pochodził z niezamożnej rodziny szlacheckiej. Jego rodzicami byli Aleksander
Kajetan i Wiktoria z domu Złotkowska. Kształcił się w szkołach w Nieświeżu i
Nowogródku w latach 1833-1837, ale ze względów finansowych zrezygnował z
nauki i zaczął pracę jako kancelista w dobrach Radziwiłłów.

16 kwietnia 1844 w Nieświeżu wziął ślub z Pauliną Mitraszewską, która później
urodziła mu czworo dzieci.

W 1844 zadebiutował gawędą poetycką Pocztylion. W 1844-1853 dzierżawca wsi
Załucze. Od 1853 dzierżawca Borejkowszyzny pod Wilnem. Zwolennik uwłaszczenia
chłopów, współpracownik Kuriera Wileńskiego, uczestniczył w manifestacjach
patriotycznych. Uwięziony w 1861 przez władze rosyjskie i przymusowo osadzony
w Borejkowszczyźnie. Dokonał licznych przekładów Goethego, Heinego, Rylejewa,
Lermontowa, Niekrasowa, Szewczenki, Berangera, a także przekładów z łaciny.

Często przypisuje mu się autorstwo tekstu piosenki Wlazł kotek na płotek,
jednak jego tekst opiera się na oryginalnej, ludowej przyśpiewce.

Został pochowany na cmentarzu na Rossie w Wilnie.


Ciekawostka:

W Warszawie na Bródnie (dzielnica Warszawa-Targówek) znajdują się aż dwie
ulice poświęcone poecie: ulica Ludwika Kondratowicza oraz ulica Władysława
Syrokomli."

Pozdro
Krzysztof


Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,11207,66530176,66530176,Jeden_patron_dwie_ulice_.html


Temat: Czy izrael pamięta o Powstaniu Warszawskim ..
Goralenvolk. O zinstytucjonalizowanej i największej polskiej kolaboracji z
Niemcami pisze Paweł Smoleński

7 listopada 1939 roku, pierwszy dzień urzędowania generalnego gubernatora Hansa
Franka. Delegacja Goralenvolk ubrana w stroje ludowe ofiarowuje mu złotą
podhalańską ciupagę i składa deklarację: jesteśmy gotowi do współpracy

Droga kręciła między zagrodami, biegła w dół, po chwili wznosiła się wprost do
Kościeliska. Horyzont zamykały białe garby Giewontu. Gdyby nie mrozy, Wacław
Krzeptowski siedziałby w górach, kryjąc się w leśnej kolibie nad Przełęczą
Iwaniacką. Przed AK, przed Sowietami, wreszcie przed Niemcami, którzy jeszcze
rok wcześniej niemal nosili go na rękach.

Niektórzy powiadają, że dopiero szło ku wieczorowi, inni - że niebo było już
mocno rozgwieżdżone.

Kto poinformował akowców, że Krzeptowski wrócił na Krzeptówki - nie wiadomo.
Partyzanci weszli do domu. Przyszli na Podhale aż z Żywiecczyzny. Tropili
kolaborantów.

"Zwróciłem uwagę na jednego - zanotował Tadeusz Studziński, dowódca oddziału -
Wzrost 175 centymetrów, tęgawy, łysawy, twarz dość pełna z ryżawą szczeciną.
Ubrany w słowacki mundur bez odznaczeń. Gdy przyglądałem mu się milcząco,
podbiegł do progu, uścisnął mi rękę obiema swoimi i rzekł pierwszy - Czołem,
panie poruczniku. Czekałem właśnie na Rudka Samardaka, to mój przyjaciel, jest
teraz przewodnikiem rosyjskich partyzantów. Od jesieni razem żeśmy się ukrywali
przed Niemcami. Jak zobaczyłem pana partyzantów, trochę się zdziwiłem. Bo mam
dzisiaj odwiedzić towarzyszy radzieckich. Chciałem im przekazać sporo broni i
nabojów; bardzo potrzebują.

- Rosjanie dziś nie przyjdą - skłamałem ze względu na kobiety - wyloty
Strążyskiej, Małej Łąki, a nawet Staników Żleb są obserwowane".

Krzeptowski zarzucił kurtkę, wyszli przed dom.

"Tuż za progiem chwycił mnie oburącz i spytał cicho: - Chyba nie będziecie ze
mną robić takich tam różnych badań, co? Ja jestem inwalida z pierwszej wojny i
stary ludowiec. Prawda, że nie będziecie mnie tam, tego, co? Ludzie źle o mnie
mówią, ale to nieprawda. Mam dokumenty, jak wiele dobrego zrobiłem...

Co chwila szeptał mi do ucha ze wzruszeniem. Uważał siebie za człowieka
wielkich zasług. Opowiadał o swej półrocznej służbie w wojsku austriackim. Był
ranny na ruskim froncie. Mówił o listach, jakie przez cztery lata otrzymywał od
ludzi z podziękowaniami. Słuchając go, zastanawiałem się, gdzie go powiesić, w
Zakopanem czy gdzieś bliżej, w łatwo dostępnym miejscu.

- Jest pan aresztowany przez AK - powiedziałem.

- Wiem za co. Ale to nie moja wina. Wszystko przez tego Andrzeja (chodziło o
jego stryjecznego brata).

Rozmawialiśmy z godzinę. Chciałem wyjaśnić Krzeptowskiemu, a jeszcze więcej
przysłuchującym się chłopcom, jak wielką zbrodnię popełnił. Poziom umysłowy
Krzeptowskiego był mierny.

Stanęliśmy na drodze łączącej wieś Kościelisko z Krzeptówkami. Po wschodniej
stronie szosy rosły trzy smreki. Krzeptowski ukląkł na drodze i zapłakał. Pół
roku ucieczek przed rodakami i Niemcami złamało jego ducha zupełnie. Kiedy
partyzant zakładał powróz na szyję klęczącemu, prosił: - Kulę mi dajcie.

- Kula to śmierć honorowa, zdrajcy na nią nie zasługują - rzekłem".

20 stycznia 1945 roku, około jedenastej wieczorem, został wykonany wyrok sądu
podziemnego na Wacławie Krzeptowskim. Zawisł na sęku jednego z trzech smreków,
choć obiecywano mu śmierć na świerkowej bramie powitalnej. Zbudowano ją ponad
ulicą Kościuszki w Zakopanem z okazji ostatnich przedwojennych mistrzostw
świata w narciarstwie zimą 1939 roku. Niemcy w czasie okupacji opatrzyli ją
swastykami. Runęła pod naporem halnego miesiąc przed egzekucją Krzeptowskiego.

Są tacy, którzy przysięgają, że wisiał za nogi, a zabił go nie postronek, lecz
mróz. Ale to tylko bajanie. Podobnie jak to, że zabito go w stodole, a może
gdzieś w Zakopanem, albo - że zginął z ręki rodziny. Pół godziny przed śmiercią
napisał testament; wedle zapisków Studzińskiego zrobił to dobrowolnie.

"Przekazuję cały swój majątek... na rzecz oddziału partyzanckiego >Kurniawa< z
własnej nieprzymuszonej woli, jako jedyne zadość- uczynienie dla Narodu
Polskiego". Po latach powtarzano w Zakopanem legendę, że kazano mu napisać
ostatnią wolę własną krwią.

Sprawdziły się góralskie przyśpiewki nucone na weselach i chrzcinach: "Wacuś,
bedzies wisioł za cośi". I dowcipy.

- Słyseliście, Wacek mo basedowa...

- Kaz go ułapieł?

- To nie cłek, ba choroba.

- Ze jako?

- Wicie, tako, co ocy wypuco.

- Jacy ocy, jacy? My mu wypucymy.

Nie do obrony

- Goralenvolk to było dla mnie wielkie wyzwanie - Wojtek odchylił się w
krzesełku, założył ręce za głowę. - Tym bardziej że sprawa dotyczy mojego
dziadka. Opowiem ci, co wiem. Chciałbym tylko, żebyś napisał, że w czasie wojny
w takich wypadkach nie ma sytuacji szarych, pośrednich. Jest albo białe, albo
czarne, albo jesteś zdrajcą, albo nie. Dla zdrady nie ma usprawiedliwienia,
choć zdaje mi się, że niektórzy tego usprawiedliwienia szukają. Mówią, że nie
wszystko było złe, że starano się, próbowano, że Podhale na zdradzie jakoś
zyskało. Mój dziadek współpracował z Niemcami, a jego wojenne decyzje są nie do
obrony.

Wacław Krzeptowski, zwany przez Niemców Goralenfuerst - książę górali. Jego
dwaj kuzyni: Stefan i Andrzej Krzeptowscy. Józef Cukier, Stanisław Gąsienica-
Mracielnik, kilkudziesięciu innych, często ze znamienitych góralskich rodów. I
dwóch nie-górali: porucznik rezerwy Witalis Wieder i doktor praw Henryk
Szatkowski, uważani przez wielu za głównych inspiratorów zdrady.

Bez nich nie byłoby Goralenvolk - zinstytucjonalizowanej i największej polskiej
kolaboracji z Niemcami.

Henryk Szatkowski to dziadek Wojtka. Wojtek, absolwent historii Uniwersytetu
Jagiellońskiego, chciał wiedzieć, kim był i dlaczego robił, co robił.

- Gdy zabierałem się do pisania o Goralenvolk, obawiałem się, że moi
profesorowie pomyślą: "Chce wybielić dziadka" - opowiada. - A ja chciałem tylko
dowiedzieć się prawdy. Nawet, gdyby bolało.


Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,50,27200744,27200744,Czy_izrael_pamieta_o_Powstaniu_Warszawskim_.html