generau i jego historie

photo

Temat: U2 w Multikinie
Fourth Part
Ekspresem, bo mało czasu :)

19) MYSTERIOUS WAYS - świetne jest :) bardzo taneczne, klimatyczne, jest ten
groove, którego brakowało na Elevation Tour ( co nie zmienia faktu, że szkoda
tamtego intra... ), bardzo fajnie podkreśla to Bono swoimi zaśpiewami,
westchnieniami, jękami itd. :D:D Co do panienki - może i wygląda jak
podstawiona, ale kto widział inne videa z 1st Leg ten wie, że amerykańskie
dziewczyny po prostu tak się zachowują :) Nie żadna trema, tylko tańczą i
już :) Zresztą, Ms.Mcphisto z Anaheim o wiele bardziej na sztuczną wyglądała :D
A może jeszcze powiecie, że Eve na Go Home była podstawiona ? :D:D
20) ALL BECAUSE OF YOU - bardzo mocna wersja, rewelacyjnie, ostro brzmi tu
gitara The Edge'a, co nie przeszkodziło mu zagrać czyściuteńkiej solówki ( nie
było to regułą na 1st Leg :) Świetnie też wygląda rozchełstany Bono ( żeby było
widać papieski różaniec ), z ramieniem przewiązanym opaską Coexist, i wyraźnie
widoczną bransoletką One Campaign na nadgarstku... Dominują tu ujęcia z
publiki, przez co kojarzy się to odrobinę z wykonaniem podmostowym, i jest to
bardzo miłe wrażenie.
21) ORIGINAL OF THE SPECIES - dużo już mówiliśmy o wersjach live tej
piosenki :) Cóż, najzwyczajniej w świecie jeden z najsłabszych utworów zespołu
na żywo zmienia się w jeden z najlepszych. Pomyśleć, że wystarczyło jedynie
zmyć cukierkowy, pseudo-symfoniczny aranż ( takie jakby drugie So Cruel ), i
zostawić samą esencję, jak oszlifowany diament... Niesamowite jest tutaj nie
tylko zachowanie Bono, który śpiewa z niezwykłym zacięciem ( robi wrażenie
zwłaszcza w kontekście zadedykowania utworu córce ), ale, może przede
wszystkim, zachowanie Larry'ego, u którego taką pasję rzadko widujemy, a już
chyba nigdy w balladzie. Świetnie podkreśla to moment, kiedy najpierw widzimy
go z jego prawej strony, a następnie przenosimy się na kamerę okrążającą podest
perkusyjny - prowokuje to wrażenie, jakby utwór należał do niego, jakby on tu
rządził... Niezwykły, kolejny genialny fragment...
22) YAHWEH - na początku po raz ostatni mamy podgląd na Edgową konsoletę, na
wyświetlaczu, na którym wcześniej widniały tytuły piosenek - mój kolega
gitarzysta pożre mi biurko jak to zobaczy - teraz świeci się " global tune ", a
Edge zakłada akustyka, i wychodzi na elipsę... Najwspanialsze tutaj są ujęcia
" ogólne ", pokazujące cały zespół grający na wybiegu, wobec lasu rąk ze
wszystkich stron... polecam też ( kolejny raz :)) zwrócenie uwagi na Larry'ego -
rewelacyjne mina, kiedy pochyla się nad keyboardem ( by zagrać na nim jednym
paluszkiem ), jak nad co najmniej specjalistycznym schematem układu scalonego :D
Również muzycznie bardzo dobra wersja, świetny wokal Bono ( tu akurat zwykle
było gorzej ), chociaż, oczywiście, brakuje trochę wspaniałych animacji z
Europy ( ale znowu nie ma sensu narzekać, bo będą na DVD z Mediolanu ).
Spokojny, releksyjny wstęp do...
23) 40 - ostatni akcent DVD z Chicago skłonił mnie do zastanowienia się, które
video koncertowe U2 najwspanialej się kończy. No i wyszło mi, że są tylko dwie
możliwości - albo 40 z Under A Blood Red Sky, albo 40 z Chicago. Które wybrać ?
W obu mamy absolutnie niesamowite sceny - w pierwszym jest to moment, kiedy sam
Bono wraca na scenę, mija obojętnie mikrofon, podchodzi na sam skraj, i samą
siłą gardła próbuje skłonić publiczność do ponownego wyśpiewania refrenu, po
czym, kiedy mu się to udaje, z powrotem dołącza do wszystkiego reszta zespołu -
magia ( niech mnie diabli jeśli to było zaplanowane ). Ale co zrobić z
zawieszeniem przez Bono różańca na statywie ( niesamowite ujęcie na krzyż ) w
Chicago ? Z Larrym ( znowu Larry ! ) znęcającym się nad hi-hatem w ostatnim
akcencie ( kiedy już cała reszta zespołu opuściła scenę ) ? A Bono omiatający
całą salę ręcznym reflektorem, co jest rewelacyjnym, choć mającym całkowicie
odmienną wymowę, nawiązaniem do analogicznej czynności, uskutecznianej przez
niego podczas ETourowych Bulletów ? Cóż, nie będę wartościował, bo nie
potrafię. Zresztą jakie to ma znaczenie ?

I to już koniec tego wspaniałego wydawnictwa :) Kilka uwag odnośnie publiki -
nie mam zastrzeżeń, o wiele lepsza niż w Bostonie, choć zapewne znowu jest to
zasługa Hamisha Hamiltona, który tym razem zwrócił zdecydowanie większą uwagę
na audytorium. Lud zawodzi właściwie tylko raz - Sundayowe " no more ! " jest
trochę za ciche :) Co nie zmienia faktu, iż ogólnie, wiadomo, jest to
publiczność amerykańska, trudno tu oczekiwać jakiejś ekstazy. To dostaniemy na
kolejnym DVD :)


Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,27685,31469141,31469141,U2_w_Multikinie.html